środa, 19 grudnia 2012

Dobry dotyk nie jest zły - współlokator


Zatem kontynuujemy naszą chaotyczną podróż po rozdziałach, a może podróż na wierzchowcu zwanym chaotycznym językiem poprzez odmęt oceanu przejrzystej fabuły... Zresztą jaka to różnica? Ustalcie sami i dajcie mi znać na forum. 

Ale jak tu nie podróżować chaotycznie, skoro w tych rozdziałach jest taka huśtawka nastrojów, od euforii do depresję.  No może i takie jest życie, coś w tym jest. 
Ale szczerze mówiąc nie lubię tych rozdziałów depresyjnych. A to są te, kiedy nasz gościu wraca myślą albo i ciałem do swojego miasteczka i wspomina tamte wschodniopolskie dzieje. 
Zastrzegałem się, że nie będę opowiadał szczegółowo jego losu. No i poprzednio, co się zastrzegałem, to zdaje się nie wytrzymywałem. No to teraz wam udowodnię! Nie będę pisał o ojcu alkoholiku, o jego epitetach (dygresja: Czym się różni gej od pedała? Gej ma super furę i pracuje w show-biznesie.), o babci, która go wzięła z przedszkola. itd. :-)

A w ogóle ta powieść jest jakoś tak skonstruowana, że w każdym prawie rozdziale jest jakaś retrospekcja. Pewnie autor kształcił się na jakichś "Lalkach" czy "Ludziach bez zameldowania". Już się boję, co będzie dalej, bo jak tak mu pójdzie, to świat się rozbuduje do rozmiarów powieści niemalże tolkienowskiej.

Dobra, chwilowo zostawmy smętny świat małego miasteczka, który w każdym w jakiś sposób wywoła przygnębienie, szczególnie, jak się widzi w tych scenach nieco własnego doświadczenia. No a przecież się widzi. Wracajmy do "stolycy". A tam nowa pikanteria.

Żeby fabuła posuwała się chyżo  na scenie pojawia się nowy gracz. Jak w serialu. Któż to będzie?  Otóż kumpel ze szkoły, który zawsze był obiektem marzeń i fantazji erotycznych naszego gejaska. Zresztą zatwardziały heteryk - jakież to schematyczne... Wyobrażacie sobie oczywiście, co to będą za pąsy, gdy się okaże, że po latach obiekt ów przybywa do Warszawy i nie ma się gdzie zatrzymać. A jakże - przygarniemy go :-) Miał niby mieszkać w osobnym pokoju, ale przecież nie wspominałbym o tym, gdyby to miało tak zostać, nie? 

No i zaczną się te wszystkie sztuczki, knify, które trzeba stosować, żeby jakoś nie stracić kontroli nad sobą, gdy tamten ci łazi w samym ręczniku, a czasem i bez. 
A współlokator oczywiście - w książkach, a szczególnie w filmach, przecież nie może być inaczej - jest świetnie zbudowany, chodzi na siłownię, jest przy tym oczywiście trochę wulgarny ("Po chuj wam tyle papieru toaletowego.") - czyli 100% mężczyzna. Choć tak absolutne 100% to chyba nie, bo akurat umie gotować. Śmiesznie: w jednym domu gej, który nie gotuje, i heteryk, który gotuje. Tak czy inaczej, chaotycznie mówiąc, spanie bez piżamy się skończyło. A zaczęły się znane nam wszystkim codziennej podchody i igranie z żądzami. Czasem sobie myślę, że już jak się ma te trochę ponad 20 lat, to trzeba się zdecydować - w tę czy we w tę - ale bohater ma akurat 20 lat i jeszcze może sobie balansować na tej linii, skoro go to tak strasznie jara i wcale nie męczy.

I już biegnie kolejna retrospekcja związana z omawianym współlokatorem. Przypominamy sobie klasyczne podchody ze szkoły, co to zrobić, żeby kumplowi, na którego ma się ochotę, nie wyszło z pewną dziewczyną, ale żeby się nic nie wydało, że to my maczaliśmy w tym paluchy. Przecież oficjalnie trzeba uchodzić za miłego, przystępnego  gościa, jak to któraś tam powie: tak słodki, że aż "słodkopierdzący".

W ogóle ten gościu to Robert, a nasz podmiot literacki zastanawiać się będzie,  "sprawcą ilu ciąż" stał się Robert od czasu szkoły, ciesząc się wciąż takim braniem. Swoją drogą pamiętacie, z jakiej to piosenki wzięte określenie? Jej tytuł jest tu tytułem rozdziału. Więcej nie powiem. Ale czekam na strzały.

Najwyższy czas chaotycznie wrócić do rozdziału z kolejną retrospekcją.
- Dzień dobry, czy to zoo?
- Nie.
- To dlaczego małpa przy telefonie?
Z rozdziału 16 dowiemy się m.in. dlaczego rozmowy pewnej Marii, naszej kolejnej przyjaciółki ze szkoły, z jej własną mamą tak właśnie wyglądają...

Swoją drogą nasz chłopak wraca właśnie w rodzinne strony na Święta, a owa Maria ratuje go z pewnej opresji, mimo że na początku wygląda, że żywi pewną urazę. Celowo jestem chaotyczny i tajemniczy. Przecież to nie streszczenie lektury. :-)
A jak już jesteśmy przy Świętach, to zbliżają się one również w realu, zatem tym, którzy doczytali dotąd życzę udanych, szczęśliwych i autentycznych Świąt, również w sercu i duszy. Choć pewnie się odezwę przed, jeśli sobie tego życzycie. Cmok.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz