piątek, 4 stycznia 2013

Romanse i kryminał czyli roller-coaster (czyli huśtawka)

Słuchajcie. 
U mnie to właściwie tak jak w tych serialach familijnych. Jak są święta, Wigilia czy tam coś w realu, to akurat w życiu rodziny serialowej dzieje się to samo, mimo że przecież wiadomo, że kręcą to dużo wcześniej, hehe :-)
Oto i w naszej rzeczywistości i w rozdziale 19. skończył się właśnie rok. Mamy synchro.

Nasz kolega opuścił w nieciekawych okolicznościach swój podlubelski dom rodzinny i na Sylwestra wylądował w Warszawie. Bez grosza, bez pralki automatycznej, za to zawalony jedzeniem: swoim, przyjaciółkowym i zdaje sie współspaczowym też (czy ktoś jeszcze zna to hasło?). Tak naprawdę to akurat nie życzę wam, żebyście mieli podobnie - no chyba, że jesteście takim studentem.

W ogóle to się chyba nie dogadaliśmy z Autorem. W rozdziale 19. cytuję: "już za chwilę miał się skończyć ten rok". A w następnym mija kilka dni i dopiero wtedy jest Sylwester... No to za chwilę, czy nie za chwilę?...
A! Chyba że piszemy z perspektywy prawosławnej czy jakiejś tam, bo to wtedy niestety święta wypadają nie w Święta, tylko w jakieś zwykłe robocze dni. Swoją drogą - dziwny jest ten świat, nie? 
Za to bawiąc się trochę w detektywa można określić, że akcja książki dzieje się gdzieś w latach 1995-2005. Skąd to wiem? Wczytajcie się w rozdział 20. Jak ktoś pokojarzy, niech się pochwali.

Ale wiecie co? Taki rozdział 20. to jest przyjemność przeczytać. Tak jak poprzednie rozdziały i cała ta patologia domowa naprawdę dawały po kościach i zabierały dobre samopoczucie (jeśli oczywiście się empatycznie wczuwać), tak rozdział 20. opiewający niespodziewane spotkanie z Wiktorem, facetem z obrazka, przystojnym, bogatym - to po prostu bajka o Kopciuszku odnalezionym przez księcia. Każdy by tak chciał. I może dobrze, można się na chwilę rozmarzyć. I sumie nie szkodzi, że życie jest inne. 
No dobrze, każdy z nas pewnie śnił o spotkaniu przystojnego, dobrze ubranego, opiekuńczego, starszego od siebie faceta, który odwiezie cię taksówką, a i przytuli na pożegnanie i będzie się ciepło choć też filuternie do ciebie uśmiechał. A ty myślisz sobie: Boże, co ja takiego w sobie mam, że taki super facet spojrzy akurat na mnie, czy to nie sen? 
Choć im głębiej w las, tym z tym romansem robi się już przegięcie. Wszystko takie cukierkowate, takie nastoletnio-afektywne :-) Jak w jakimś Harlequinie. Wszystko jest idealne. Czujecie to - bukiet tulipanów, wręczany przy wszystkich, w miejscu publicznym. Ile ich było? 
Wszystko układa się jak po sznurku. No i słowa, kończące jeden z super romantycznych, przesiąkniętych ciepłem wieczorów:
"Nie martw się, nie skrzywdzę cię. Nigdy."
No piękne, wymarzone, ale... czy realistyczne? Może jednak lepiej żyć w realnym świecie, gdzie do takiego układu pewnie chciałoby się dążyć, ale czy powinno się na niego liczyć? Literacko to naprawdę takie plastikowe, ale przecież nie krytykujemy - fajnie odstresowuje.

Nie będę wspominał, że przyjaciółka ze studiów niejako równolegle przeżywa romans ewoluujący w kierunku trójkąta (eh, to życie studenckie) i przy okazji z marszu przyjmuje coming out naszego bohatera. Choć nie wiem, coś mi się pomieszało, może to jednak jedna z kumpel z miasteczka, bo przecież Warszawka już dawno wie, od czasu występu w klubie... Kiedy to było?... Czytam trochę wolno i już zapominam, co było parę stron wcześniej :-)

Rozdział 22. nazywa się Inny świat. Rzeczywiście. To bajeczka z innego świata. W sumie jednak było miło siąść sobie i przenieść się na chwilę w ten świat.
Cały rozdział to dalej sielanka, ale jego końcówka znowu zapowiada czarne chmury. Czyli na naszym roller-coasterze, czy jak kto woli sinusoidzie znowu pewnie zanurkujemy i to głęboko. Aż się boję, jak nam Autor przywali.... 

Przywalił, ale nie aż tak, jak się bałem. Bo może sprawy, które się wydarzyły, nie dotknęły mnie tak, jak wcześniejsze sytuacje też z tej złej strony mocy/życia. Ale o tym znowu "sza". Jedyny ślad, jaki w temacie zostawiam, to tytuł odcinka.

I jeszcze jeden wątek. W tej 1/3 książki pojawia się coraz więcej utworów muzycznych. "W domach z betonu", "Tell him" ale nie duetu Dion Streisand, tylko Vondy Shepard.
Zacytowany jest utwór Kasi Nosowskiej z płyty "Milena", a który? To kolejny konkurs.
Potem jeszcze "Zakazany owoc" Krzysztofa Antkowiaka, "Material Girl" Madonny i jakieś nieznane mi "Mówię tak, myślę nie" Ewa Bem.