Chłopak po swoich ekscesach w super elitarnym klubie stał się gwiazdą. Na roku, na podwórku, wszędzie. Rzeczywiście to już nie to zastraszone nico z prowincji - zrobił się wyluzowany studenciak.
W rozdziale 13. dowiadujemy się, że:
- w warszawce jest "moda na geja" (czy ja wiem, swego czasu coś takiego było, ale nie wiem, czy aktualne)
- geje od flamingów różnią się jedynie tym, ze nie przepadają za surowymi rybami. Bo różowe to oba są.
Powiem wam, że nie bardzo chce mi się wspominać jego dzieciństwo. No jest pewnie takie, jak u większości z nas. Znowu wpadamy tu w schemat: taki a taki ojciec, taka a taka matka czy babcia. "Znów ten schemat się pcha" jak u Geppert.
A że ma nie być depresyjnie, przelatujemy przez te rozdziały lotem koszącym i bawimy się dalej.
Dziś krótko, bo podobno dłużej, to się ludziom nie chce czytać. A może chce?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz