Rzeczywiście po raz kolejny przekonuję się, że książka jest skonstruowana na zasadzie roller-coastera. Jeżeli w jednym rozdziale coś się fajnie układa i życie jest w miarę kolorowe, to na pewno pod koniec tego rozdziału nastąpi jakiś wstrząs. Ktoś kogoś zdradzi, ktoś kogoś rzuci, bo się o kimś czegoś dowie, ktoś straci do kogoś zaufanie...
Problemem może być nawet, ile kto ma lat. Ja nie mówię, to jest bardzo życiowe. To że każdy chce wyglądać młodziej, uchodzić za młodszego, jest niestety oczywistością, kto z nas tego nie przechodził? No... tylko nie ci, którzy mają jeszcze około 20, tak jak nasz bohater.
Gdyby to miała być lektura szkolna, nadawałaby się idealnie. Pokazuje i porusza dokładnie wszystkie zagadnienia, charakterystyczne tematy, zjawiska i sytuacje, przez które młodziak musi przejść i się z nimi zapoznać. Dlatego nie dziwne, że była odkryciem dla recenzentów.
Można powiedzieć, że wątki zwyczajne, uniwersytet, koleżanki, rodzina wypełniające pierwszą część powieści jakoś odchodzą na drugi plan, zaczynamy zajmować się prawie wyłącznie wizytami w klubach, planowaniem relacji i rozwojem tychże, również w sferze erotycznej. Cóż, takie prawo dwudziestolatka.
Właściwie trudno tu coś konkretniejszego powiedzieć, żeby nie wpaść w streszczanie książki. Tak naprawdę dla jakichś recenzentów typu Ewa Kasprzyk czy Iwona Guzowska książka pewnie może być odkrywcza i przedstawiać świat, jakiego one nie znały. Natomiast powiedzmy sobie szczerze: dla nas, którzy mamy kilku znajomych, byliśmy parę razy w klubie, znamy portale społecznościowe, nic - absolutnie nic nie ma w tym zaskakującego. Bardziej się to odbiera, jako niekiedy smutny czy nawet bolesny obraz środowiska, który dobrze znamy, przez co czasami czyta się to z lekkim zniecierpliwieniem czy znużeniem; każdy zareaguje trochę inaczej, zależnie od swojego temperamentu. Nie czytamy tu o świecie idealnym, o książętach z bajki, nie dzieje się to za górami, tylko kolejny raz przerabiamy, jak życie daje w d...
Tymczasem wcale nie mieszkamy już w Warszawie, tylko w Krakowie; nie chodzimy do Utopii, żeby zrobić swój pierwszy show i stać się bohaterem wieczoru, ale do Coconu, żeby przekonać się jak funkcjonuje środowisko cioteczek, które wszystkie się znają, obgadują, tytułują "Mariuszowa" czy inna taka, cmokają w policzek i lustrują każde nowe mięso, które przychodzi.
A wracając do Warszawy, jakież to zaskakujące, że w rozdziale dwudziestym siódmym ten nasz współspacz, hetero, Robert, który był taki męski, nagle, już niedługo po naszym coming out pokazał pokłady wrażliwości i stał się naszym wielkim oparciem w chwilach totalnego załamania (tak, będzie miało miejsce epickie załamanie), a później nawet awansuje do roli dyżurnego konsultanta, któremu można się wyżalić i z którym - jako jedynym - można roztrząsać, ile razy można się spuścić w ciągu pół godziny. A od odpowiedzi na to pytanie, wcale nie błahe, znowu będzie zależał jakiś drastyczny zwrot w życiorysie i w życiu osobistym.
Tak naprawdę 80% książki mamy już za sobą i mamy właściwie 2. chłopaka, 2 razy miało być już całkowite zerwanie. No a w czterdziestym czwartym rozdziale kolejny raz jak by to powiedzieć - czar prysnął, ponieważ nagle okaże się – skąd my to znamy – że ktoś jakiegoś czynszu nie płaci, że jest naprawdę nieciekawie, że życie w Coconie jest może i kolorowe, ale obok czeka życie codzienne i wakacje nie trwają wiecznie. Dorzucę jeszcze szczegół z Warszawy. Nasza przyjaciółka Nina poznała pewną dziewczynę, z którą wyląduje... w każdym razie u niej. Nie będę podawał więcej szczegółów.
Już w trzydziestym piątym rozdziale po raz 1. wplecie się dydaktyczny, ale skądinąd zdecydowanie słuszny wątek odpowiedzialności i testów na hiv. Zresztą od czego są hetero przyjaciółki - to one energicznie uświadomią chłopaka o istotności myślenia o tych rzeczach. Ale nasz młodziak na bada nie na razie się nie zgłosi, za dużo romantyzmu i motyli w brzuchu, żeby myśleć o prawdziwym życiu.
Dopiero trochę później, po kolejnych ekscesach udajemy się w Krakowie na badanie hiv. Przeżywamy oczywiście potworną noc lęku. Kojarzy mi się wtedy piosenka Kalibra 44 "Plus i minus", kiedy to Magik, słynny bohater niedawnego hitu filmowego, też wychodzi z siebie ze strachu w noc poprzedzającą wyniki. Oczywiście nie napiszę, jaki wynik będzie miał i kto, ale powiem tylko, że testów będzie kilka i będą powtarzane. Merytorycznie dowiemy się, że testy są wiarygodne dopiero po 6 tygodniach od ostatniego ryzykownego zachowania, poza tym niewiele, ale od edukacji są oczywiście portale, a nie powieści.
No cóż, w tym odcinku to tyle. Czy z nieba spadnie kolejny "cudowny" chłopak? Czy zostaniemy w Krakowie i pożyjemy długo i szczęśliwie? Ano, pożyjemy, zobaczymy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz